Większość z nas, przesiadając się do elektryka, ma tę samą obawę: „czy ja dojadę i jak ja to naładuję?”. Pierwsza trasa elektrykiem faktycznie wymaga zmiany nawyków, ale po przejechaniu pierwszych stu kilometrów zobaczysz, że to po prostu inna forma planowania, a nie walka o przetrwanie. Poniżej znajdziesz konkretne wskazówki, które przydadzą Ci się na start.
Jakie kable i wtyczki?
W Europie sprawa jest dość prosta. Na trasie będziesz korzystać głównie z grubych kabli na stałe przymocowanych do ładowarki. Szukaj wtyczki z napisem CCS – to standard do szybkiego ładowania, który pasuje do niemal każdego nowoczesnego auta. Jeśli natomiast zatrzymujesz się przy hotelu lub w centrum handlowym, tam zazwyczaj znajdziesz gniazdo na mniejszą, okrągłą wtyczkę (tzw. Typ 2). Do niej zazwyczaj musisz mieć własny kabel, który powinieneś mieć w bagażniku.
Aplikacje, czyli Twój nowy portfel
To największa różnica względem stacji paliw – rzadko kiedy zapłacisz kartą przy terminalu. W Polsce rządzi kilka dużych sieci i najlepiej pobrać ich aplikacje jeszcze przed wyjazdem z domu. Podepnij kartę płatniczą na spokojnie w salonie, żeby nie walczyć z wpisywaniem danych na mrozie czy w deszczu pod ładowarką.
Najczęściej spotkasz ładowarki od GreenWay’a oraz Orlen Charge (te są prawie na każdym MOP-ie przy autostradzie). Warto też mieć aplikację ABRP lub PlugShare – one pokazują wszystkie ładowarki w okolicy, niezależnie od tego, do kogo należą. To Twój „plan awaryjny”, gdyby główna stacja była zajęta.
Jak płacić, żeby nie zwariować?
Wspomniane aplikacje to podstawa, ale jeśli planujesz jeździć więcej, warto zamówić sobie fizyczną kartę RFID od operatora. Wygląda jak karta do bankomatu, a pozwala uruchomić ładowanie jednym dotknięciem. Jest to zbawienne, gdy w danej lokalizacji masz słaby zasięg w telefonie i aplikacja nie chce się załadować.
Pierwsza trasa elektrykiem - kilka złotych rad na trasę
Po pierwsze, zapomnij o ładowaniu do 100% na szybkich stacjach. Powyżej 80% auto drastycznie zwalnia tempo przyjmowania prądu. Lepiej odpiąć się wcześniej i dojechać do kolejnego punktu, niż marnować pół godziny na ostatnie kilka procent.
Po drugie, planuj przerwy tam, gdzie i tak byś stanął. Kawa, obiad czy krótki spacer to idealny czas, żeby auto „dobiło” brakujące kilometry. Po trzecie, zawsze wyjeżdżaj z domu naładowany do pełna z własnego wallboxa. To daje Ci ogromny komfort psychiczny na starcie i najniższy koszt całej podróży.
Pierwsza trasa to zawsze stres, ale z każdą kolejną będziesz to robić odruchowo. Szerokiej drogi i dobrej zabawy – jazda w ciszy naprawdę wciąga!